Dodano: 3/19/2010 o 8:35:15 PM
Ludzie przy taśmie załatwiający się w spodnie przez zakaz wychodzenia do toalety, kobiety w ciąży zmuszane do dźwigania ciężarów na 14-godzinnych zmianach, psychiczna i fizyczna przemoc oraz menedżerowie groźbami wymuszający posłuszeństwo taki obraz wyłania się z raportu Komisji ds. Równości i Praw Człowieka o sytuacji robotników zatrudnionych w brytyjskim sektorze mięsnym. 70 procent z nich to imigranci, w większości Polacy.
O tym, że ten raport będzie szokujący, wiadomo było od początku, czyli od 2008 roku, kiedy brytyjska Komisja ds. Równości i Praw Człowieka wzięła się za badanie sytuacji pracowników sektora mięsnego. Jednak od tego, co ujawnia opublikowany w ostatnich dniach raport włos jeży się na głowie. Czytając kolejne akapity ma się wrażenie, że takie rzeczy nie dzieją się naprawdę. A przynajmniej nie w cywilizowanym kraju w XXI wieku. Praca przy taśmie jest bardzo ciężka. Stoisz przez kilkanaście godzin i przerzucasz skrzynki. Każda waży około 16 kilogramów. Zdarzało się, że gdy wracałam do domu po zmianie, nie mogłam utrzymać w ręce klucza, żeby otworzyć drzwi. Herbatę piłam przez rurkę, bo szklanki bym nie uniosła mówi Grażyna, pracownica jednej z mięsnych przetwórni, która zgodziła się opowiedzieć inspektorom z komisji o swojej pracy. A to dopiero początek rewelacji…
70 procent imigrantów
Za kompleksowe badania akurat tego sektora Komisja Równości i Praw Człowieka (EHRC) wzięła się nieprzypadkowo. Zanim ruszył trwający 15 miesięcy program, inspektorzy dostali wiele skarg na sytuację, w jakiej znajdują się ludzie zatrudnieni przy przetwórstwie mięsa. Firmy te w dużej mierze korzystają z pracowników agencyjnych. Aż 70 procent z nich to obcokrajowcy, z których najliczniejszą grupą są Po…
Cytat pobrany z goniec.com - Strona polskiego magazynu Goniec Polski w Wielkiej Brytanii, Londyn
Dodano: 3/19/2010 o 8:35:15 PM
Dziś będzie trochę o seksie. I to seksie na Wyspach. Roddy Doyle, taki jeden pisarz, był uprzejmy gdzieś zauważyć, że z kosmosu widać ziemię jako czarny, ponury owal. Ale w miejscach, gdzie ludzie oddają się uprawianiu miłości tam jaśnieje gwiazdka. I że są w roku takie dni i noce, kiedy konkretne miejsce jaśnieje setkami tysięcy gwiazdek i widać ten blask z kosmosu nawet! I jeszcze powiedział, że jednym z tych miejsc jest corocznie Dublin w dniu 17 marca, podczas obchodów św. Patryka.
Z miłością podczas obchodów to ja nie wiem, ile w tym prawdy i czy rzeczywiście widać ją z kosmosu. Faktem jest jednak, że zarówno populacja kotów w Europie w ogóle, a Irlandia w szczególe w marcu każdego roku dostaje autentycznego szału. No i na Zieloną Wyspę z całego świata zjeżdżają turyści, by w święcie wziąć udział, a Jameson i Guinness płyną hektolitrami. Z powyższych powodów nie wykluczam, że przekłada się to jakoś na przygodną wymianę płynów ustrojowych i te gwiazdki z nieba dostrzegalne.
Tygielek aż podskakuje
Ślady działalności w plenerze są widoczne zresztą w terminach jak najbardziej nieświątecznych i niemarcowych; przesadzę, gdy powiem, że Irlandczycy grzmocą się kiedy i gdzie popadnie, ale zwisające w publicznych parkach z gałęzi imponderabilia (jeśli rankiem nie zdążył ich usunąć pracownik parkowy) nie są widokiem szokującym. Gęsty klimat panuje zresztą każdej weekendowej nocy na dublińskiej starówce, czyli na Temple Bar, przy czym dla sprawiedliwości podkreślić należy, że bardziej aktywnymi w nawiązywaniu szybkich znajomości wydają się być irlandzkie dziewczyny. Jak się nad tym zastanowić, to nie dziwota.
Jednakże obchody św. Patryka to nie tylko folgowanie występnym zachciankom; wpisują się w nie także aseksualne z założenia dziesiątki i…
Cytat pobrany z goniec.com - Strona polskiego magazynu Goniec Polski w Wielkiej Brytanii, Londyn
Dodano: 3/19/2010 o 8:35:15 PM
W trakcie trwającej trzy dni wizyty księcia Walii Karola w Warszawie i przyległościach w cieple jego majestatu zdążyli się ogrzać i prezydent, i premier, i ministrowie, i armia mniejszych urzędników, i żubry, i Tatarzy. Zdaje się, że wraz z nimi cały kraj przystanął w niemym zachwycie.
Stosunek Polaków do splendoru rozsiewanego przez królów, królowe czy choćby ich następców przypomina egzaltowane westchnienie kuchty po wejściu hrabiego do jej świata ograniczonego garami i ciężkimi zapachami. Nie inaczej było i tym razem.
Pucowanie Belwederu
Człowiek, który nie ma żadnego wpływu na jakiekolwiek decyzje na szczeblu politycznym, a wysłanie przez niego listu do szejka w sprawie architektury tzw. baraków w Chelsea spotyka się z powszechnym oburzeniem i zarzutami mieszania się w sprawy, które nie należą do jego kompetencji, był w Polsce przyjmowany z honorami godnymi władcy kolonialnego mocarstwa. Jak pisze Fakt, przed oddaniem mu na hotelową miejscówkę Belwederu służby porządkowe zostały postawione w stan gotowości kilka tygodni temu temu. Trudno się domyśleć, co też owe służby robiły w tym czasie, bo podejrzenie, że słynny warszawski pałac siedziba naczelnika Piłsudskiego, a potem Bieruta, generała Jaruzelskiego i wreszcie Lecha Wałęsy został na tyle zapuszczony po wyprowadzce urzędu prezydenta do Pałacu Namiestnikowskiego, że trzeba go było dla Charlesa i Camilli odgruzować, jakoś nie mieści się w głowie. Odpada też sprawa szykowania wykwintnych potraw, bo goście przywieźli ze sobą własnych kucharzy.
Polscy mistrzowie kuchni mieli za to pełne ręce roboty w pomieszczeniach pałacu przy Krakowskim Przedmieściu, ponieważ uroczystym obiadem podjął książęcą parę prezydent Lech Kaczyński z małżonką Mar…
Cytat pobrany z goniec.com - Strona polskiego magazynu Goniec Polski w Wielkiej Brytanii, Londyn
Dodano: 3/19/2010 o 8:35:15 PM
Dostałem błogosławieństwo Grabarza z Dezertera i Tomka Lipińskiego z Brygady Kryzys. Obydwaj powiedzieli, że tak było. Wzruszyli się i płakali mówi reżyser filmu Wszystko, co kocham Jacek Borcuch, z którym rozmawialiśmy o narodzinach polskiego punk rocka, magnetofonach marki Grundig i konflikcie pokoleń.
Jakub Ryszko: Muszę przyznać, że reklamy zapowiadające ten film kazały mi się spodziewać czegoś w stylu sex drugs rocknroll. Tymczasem po obejrzeniu odniosłem wrażenie, że jest to kino familijne. O rodzinie, która jakoś próbuje sobie poradzić w ciekawych czasach.
Jacek Borcuch: To jest historia chłopaka, który dorasta w latach osiemdziesiątych i wydaje mi się, że jest tam jedno i drugie. W Polsce nie było drugs rocknroll. Był jakiś kompot robiony z makówek. Ale masz rację. To jest prosta historia rodzinna z prowincji.
W pewnej części oparta na twoich własnych wspomnieniach.
Tak, w bardzo dużej części oparta na tym, co sam pamiętam, co było dla mnie w tamtych czasach ważne. Żeby sparafrazować to wszystko, o co w tym filmie chodzi, nazywam to na swoją potrzebę miłością w czasach zarazy. Była taka książka Marqueza. To jest film o miłości w czasach zarazy, o tym jak było w tamtych czasach na moim podwórku. Mam błogosławieństwo Grabarza, czyli Krzysztofa Grabowskiego z Dezertera i Tomka Lipińskiego z Brygady Kryzys. Obydwaj mi powiedzieli, że tak było. Wzruszyli się i płakali. W związku z tym myślę, że to jest też o narodzinach punka w Polsce. Dokładnie w tym samym czasie powstał Dezerter i kto wie, czy po kilku latach ta kapela z filmu nie mogła…
Cytat pobrany z goniec.com - Strona polskiego magazynu Goniec Polski w Wielkiej Brytanii, Londyn
Dodano: 3/19/2010 o 8:35:15 PM
Na kontynencie wszystko jest dziwaczne. Zamiast zwykłego common senseu mają tam gąszcze procedur i przepisów. Urzędnicy decydują tam dosłownie o wszystkim, samochody jeżdżą po złej stronie ulicy, a ludzie nie dolewają mleka do herbaty i mawiają, że w życiu nie chodzi tylko o pieniądze. No i jeszcze ci cudzoziemcy… Niemcy i Francuzi, którzy rządzą tam niepodzielnie. Zgroza! I jak tu się z nimi integrować, mate?
Kto z Polski wyjeżdżał w czasach okołoakcesowych, pamięta pewnie zmasowaną kampanię społeczną nastawioną na wyrobienie w Polakach pozytywnego obrazu Unii Europejskiej. Pełną parą angażowały się w nią gazety, radio i telewizja produkujące programy europoznawcze, mające nas przekonać, że brukselski diabeł nie jest taki straszny. Poza oprotestowaniem zakazu picia alkoholu w budynkach sejmowych integracja europejska była chyba jedynym zagadnieniem, które połączyło polityków ze wszystkich zakątków polskiej sceny politycznej. Jej zwolennikami byli prawie wszyscy i w tym przypadku owo prawie nie robiło żadnej różnicy. Eurosceptycy z miejsca dostali etykietkę zacofanych, zakompleksionych i radykalnych oszołomów, którzy panicznie boją się zmian w dodatku takich, o których wszyscy wiedzą, że są na lepsze. Przeciw Europie według opinii większości była jedynie zakompleksiona Polska zaściankowa.
Ci z nas, którzy w takim klimacie wyjeżdżali z Polski do Wielkiej Brytanii, spodziewali się pewnie, że tutejsi, nowocześni obywatele kraju, który w unijnych strukturach jest od dziesięcioleci, do integracji europejskiej podchodzą z dziecięcym entuzjazmem. Tymczasem okazuje się, że Brytyjczykom nigdy ta idea się specjalnie nie podobała, a odsetek niezadowolonych z członkostwa w UE rośnie z roku na rok.
Cytat pobrany z goniec.com - Strona polskiego magazynu Goniec Polski w Wielkiej Brytanii, Londyn